Geneza
ENOCH Zakapturzona postać w wytartym płaszczu przemieszczała się powoli w kierunku wejścia do wielkiej posiadłości. Mężczyzna wyraźnie tutaj nie pasował, jednak uparcie szedł naprzód. “Nawet ogrodnicy są tu ubrani lepiej ode mnie. Każdy bardzo stara się przypodobać. Psia ich mać” - pomyślał z lekkim rozbawianiem, mijając kolejnego pracownika z grabiami, obrzucającego go uprzejmym choć niechętnym spojrzeniem. Każdy wiedział, czym się zajmuje. Nie bez powodu półciężarówka ze szczelnie naciągniętą plandeką, wypełniona po brzegi jego towarami, podjeżdżała od tyłu. Mimo wszystko lubił tu przychodzić. Rzadko miał okazję zjeść porządny ciepły posiłek, a nawet wtedy nie mógł liczyć na nic wykwintnego. Tutaj nie znał nawet połowy nazw potraw jakie zjadł. Jako przemytnik, na swojej łodzi był zwykle sam.Mało kiedy mógł z kimś swobodnie porozmawiać. Ludzie albo patrzyli na niego z góry, albo musiał przed nimi ukrywać swoje źródło dochodu. Tutaj nie musiał ...